Nietypowi ulubieńcy stycznia

18:18

Styczeń był dobry.
Dobry pod wieloma względami: bardzo udaną studniówką, większą organizacją i mobilizacją, co pozwoliło poniekąd realizować jakieś cele, niekoniecznie noworoczne, bo takich raczej nie było, ale te samorozwojowe. Polubiłam się z rzeczami/czynnikami, na których myśl 3 lata temu wycofywałam się, ale też zrezygnowałam z tego co odczułam, że ciągnie mnie w dół - bardzo miło czasem się oczyścić w taki sposób. ;)
Ulubieńcy z reguły kojarzą mi się z tymi typowo dziewczęcymi: kosmetykami, ubraniami. Jednak chciałam pójść o jeden krok w inną stronę, bo niewiele to zmieni w czyimkolwiek życiu, jeśli polecę jakąś pomadkę, a być może poniższe propozycje zmienią odrobinę czyjś sposób postrzegania rzeczywistości.


1. Na tym honorowym miejscu postawiłam sobie coś dla mnie najważniejszego, a dla wielu na pewno okaże się to być kompletnym mindfuckiem (żadne inne słowo nie przyszło mi teraz do głowy, wybaczcie). W styczniu bardzo polubiłam się po prostu z zimą, bo daje mi ona poczucie, że żyje. I doskonale zdaje sobie sprawę jakie to dziwne, bo nigdy tak na to nie patrzyłam, zwłaszcza, że jestem osobą ciepłolubną i latem czuję się najlepiej- wiecie, długie dni, ciepłe noce. Jednak w styczniu więcej chodziłam na spacery (wielkie podziękowania dla mojego psa, bo ten obowiązek wychodzenia na spacer stał się moim rytuałem i czasem, żeby pomyśleć), a cała ta zimowa otoczka, niska temperatura, poniekąd sprawiała, że wychodziłam ze swojej strefy komfortu - myślę, że każdy motywator i coach (bo to oni z reguły przedstawiają to stwierdzenie) byłby ze mnie dumny. :D Kiedy już opuściłam próg ciepłego domu, zaczęłam się cieszyć, że jednak wyszłam. Na pewno sporą rolę odgrywa też fakt, że mieszkam otoczona lasami, które zimą są jak z bajki - aż chce się wyjść. Bardzo orzeźwiająco jest znaleźć się w zimowym lesie, z niską temperaturą i odciąć się chociaż na chwilę od całego nowoczesnego świata, mieć czas dla siebie i dla swoich myśli, przestać zaprzątać sobie głowę problemami większego czy mniejszego kalibru i chociaż na chwilę dostrzec, jakie ma się szczęście być w tym miejscu, w tej chwili. "Najlepsze rzeczy w życiu są za darmo", ktoś pomyślał, jak to mówił.




2. Tutaj już kolejność jest przypadkowa. Początkiem stycznia obejrzałam film "Wszystko za życie", którego co prawda zakończenie znałam zanim zaczęłam seans, jednak estetyka i zdjęcia, cała historia i właśnie odcięcie się od zepsutego świata (to chyba myśl przewodnia stycznia), sprawiły, że cały film jest dla mnie świetny. Wart obejrzenia. To jeden z niewielu filmów, po których nachodzi mnie jakaś większa refleksja. Zdania są podzielone, niektórzy uważają głównego bohatera za naiwnego, inni za kogoś z wielką odwagą, zwłaszcza, że historia oparta jest na faktach. Dla mnie jest to zdecydowanie niesamowicie inspirująca opowieść, przedstawiająca żądzę przygód, poznania świata, ale też siebie, swoich zachowań. Do tego dochodzi wyżej wspomniana estetyka i genialne ujęcia, piękna Ameryka Północna, pokazana nie od strony wielkich miast, ale od tej naturalnej. Koniecznie zobaczcie, być może i Was skłoni do chwili myślenia.


3.1.  Piosenka Candy - Paolo Nutini znowu zabrzmiała na moim telefonie, w głośnikach o 7 rano w drodze do szkoły, czy podczas zwykłego sprzątania. Sam wykonawca od kilku lat jest jednym na mojej wyimaginowanej top liście. Jego Iron Sky to już dla mnie swego rodzaju klasyk, jednak Candy jest zdecydowanie lżejsze, ale jak dla mnie: wysokich lotów. Piosenkę znam od dawna, jednak co jakichś czas powracam do niej i odtwarzam wciąż i wciąż. Nie jestem znawcą muzyki, raczej nie mam żadnej wiedzy w tym zakresie, jednak jest w tej piosence coś co ciągle przyciąga. Może to właśnie ta wspomniana lekkość albo mój sentyment.



3.2. Kolejna, która końcem stycznia była u mnie non stop, do której tańczyłam na okrągło to George Ezra - Paradise. Niesamowicie pozytywna, dodająca jakiegoś żywego akcentu do całego dnia. Sam wykonawca - tak jak i poprzedni - raczej mniej znany, jednak jego utwory są świetne, barwa głosu bardzo nietypowa, polecam, szczególnie w jakiś szary, proszący o trochę koloru dzień. Bardzo mnie cieszy, że George wrócił z takim żywym utworem. 




4. Od pewnego czasu poszukiwałam lekkiego serialu, który by wciągał i do którego chętnie będę wracać po nowe odcinki. Jane the Virgin to zdecydowanie to czego szukałam. Amerykański serial, zawierający trochę z telenoweli (z resztą na jej wzór jest nagrany), ale pozytywny, trochę zagmatwany, jednak dający możliwość odpoczynku podczas oglądania. Bywa tak, że szuka się czegoś, co będzie bardzo kształcić i wymagać ciągłego wysiłku umysłowego, ale czasem też chce się znaleźć coś niezobowiązującego. Absolutnie nie mam na myśli, że serial jest pusty i niskich lotów, całkiem dużo można z niego wyciągnąć, ale jest zdecydowanie komediowy - niczego to jednak nie zmienia, już zdążyłam się wkręcić, a to dopiero początek 2 sezonu. ;) 





Ostatni film na kanale:


Do następnego! :) 

You Might Also Like

4 komentarze

  1. Fajny blog! Film na pewno obejrze!
    flarri.com

    OdpowiedzUsuń
  2. pozytywnie zaskoczyłaś mnie tym filmem :)
    najlubię ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Filmem polecanym czy filmem na youtube? ;)
      Mimo wszystko cieszę sie :)

      Usuń

Popular Posts

instagram