A co chcesz dalej robić?

14:11



Ho ho ho, ktoś tu jest mistrzem systematyczności. 
Cześć i czołem! 

Moja krótka nieobecność jest spowodowana niczym innym jak maturą za tydzień (czy jakoś tak). Może niekoniecznie tym, że utonęłam w działaniach z matmy i rozgryzieniu Mickiewicza, ale samą świadomością, że powinnam jednak coś do swojej pustawej głowy wlać. Podchodzę do tematu trochę krytycznie, do samej siebie właściwie, bo odrobinkę, jednak, siłą rzeczy muszę umieć, skoro przeszłam każdą klasę z nie najgorszą średnią.  Oho, przechodzę z dissowania siebie do lekkiego samozachwytu. 

W każdym razie, myślę, że szkołę średnią mam już za sobą, do napisania została ta nieszczęsna matura. I z czystym sercem powiem, że nigdy nie sądziłam, że nie będzie mnie to mocno obchodzić. Zawsze raczej byłam osobą, która lubiła się uczyć i która lubiła widzieć efekty tej nauki. Nie ma tu raczej mowy o wywieraniu presji przez rodziców, społeczeństwo. Zawsze gdzieś w głowie miałam jakiś plan na siebie, a myślałam, że dobre wyniki w nauce i podporządkowanie się do panującego systemu edukacji mi to zapewni. Potem pojawiła się szkoła średnia, ale o tym kiedy indziej, bo nie mamy aż tyle czasu. No i będąc teraz u schyłku tego etapu życiowego (poważnie brzmi, ale jak dla mnie zdecydowanie nie jest), konkretnego planu na siebie nie mam, ale za to mam świadomość, że jakoś sobie dam radę. Czemu? Bo muszę. Muszę i nie ma wyjścia. Ja wiem, że dla osób starszych, na studiach, pracujących, taki wybór jest dość śmieszny, bo nie przed takimi przyjdzie stanąć w późniejszym życiu, jednak wiele osób jest w podobnej sytuacji co moja, a wiele innych kiedyś też zastanawiało się co ze sobą zrobić. Dlatego nie pisze o tym, myśląc, że moje życie interesuje kogoś na tyle, że ma czas na wywody wyssane z palca, ale dlatego, że nie jestem w tym sama, a nóż komuś się coś rozjaśni. 

I przyznam, że przeraża mnie trochę wzmożony stres innych przed tym egzaminem, tylko nie wiem czy przeraża mnie brak stresu u mnie czy może zbyt mocne przeżywanie tego wydarzenia u innych. Jest to na pewno spowodowane nagonką na studia, że przecież na coś musisz iść. Kiedy jednak informujesz rozmówce "No nie wiem, zobaczymy, nie myślę o tym na razie", pojawia się ten wyraz twarzy z lekkim uśmiechem, który chyba większość z nas zna i tekst "No jasne, nie wszyscy muszą studiować". Doskonale wiem, że nadinterpretuję trochę taką prostą sytuację, ale kiedy zdarza się ona 5 razy w tygodniu przez ostatni miesiąc, to bokiem wychodzi. Nie zrozumcie mnie źle, to jest uprzejmość (albo ciekawość) ludzi, że zapytają i ewentualnie dodadzą otuchy, jednak kiedy sam nie wiesz co ze sobą do końca zrobić, masz wrażenie, że żyjesz w jakimś oderwanym od rzeczywistości i prawdziwych problemów świecie, w którym próbuje się podporządkować Twoje życie do kilku kartek papieru i słów. 


Zmierzam do tego, że damy sobie radę. Serio. Btw. przypomniał mi się ten krótki filmik "Będzie dobrze!" :D Jeśli matura, że tak powiem, pyknie i będziesz miał ochotę kontynuować naukę, no to świetnie. Jeśli nie, to też. Może moje podejście wynika trochę z dystansu do życia, po prostu staram się nie spinać o byle co i najzwyczajniej w świecie sobie radzić. Prawdopodobnie z różnym skutkiem. Nie chcę, żeby było to odebrane jako zakłamany komunikat "Miej wszystko w 4 literach", bo tak nie jest. Staram się nadgonić ewentualne braki i w miarę możliwości stawiać czoła temu wydarzeniu, ze świadomością, że jakoś to będzie. Nie mówię, że nie mam na siebie żadnego planu, gdybym nie miała, pewnie starałabym się wybrać jakikolwiek kierunek na jakiejś uczelni, byleby mieć jeszcze kilka lat przed podjęciem ważniejszych decyzji, jednak na chwilę obecną niczego nie stawiam za pewniaka. Właściwie cała idea życia chyba polega na tym, że nic nie można postawić za pewność.  

Z innej strony rozumiem osoby, które chcą iść na konkretny kierunek studiów, których marzeniem od zawsze była medycyna i którzy wiedzą, że dobry wynik nie wystarczy. Ja jednak takiego skonkretyzowanego planu nie mam, wiele osób nie ma. Ale do wszystkich tych, którzy są teraz w takiej sytuacji, będą lub stoją przed inną, względnie ważną: jak nie tak, to inaczej. Nie dajmy sobie wmówić, że jesteśmy na tyle słabym pokoleniem, że w momencie, w którym coś nie idzie po naszej myśli, rozkładamy ręce i nie wiemy co robić. Przecież to wszystko jest tylko dodatkiem do życia, urozmaiceniem, najważniejsze to jednak żyć

Do następnego! 

You Might Also Like

2 komentarze

  1. Trochę mnie przeraża, że tak wiele ludzi nie ma planu na siebie, ale jednocześnie dodaje otuchy, bo sama owego nie mam. Mimo, że mam jeszcze rok, to mam wrażenie, że to tylko rok... Chyba jesteśmy jeszcze za młodzi na taki poważny wybór xD
    https://karik-karik.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie, jednak wierze, że podjęte decyzje okażą sie słuszne :)
      Pozdrawiam!

      Usuń

Popular Posts

instagram